Cisza, która zapadła, była tak ciężka, że nawet jednostajne pikanie kardiomonitora wydawało się ogłuszające.
Adrien powoli puścił moją dłoń.
Nie dlatego, że się bał.
Bo kalkulował.
Zawsze taki był.
Kiedy pojawiał się problem, Adrien nigdy nie wpadał w panikę. Szukał słabości. Frazy. Osoby, którą można manipulować.
„Kto cię wpuścił?” zapytał.
„Ten sam pracownik, który już rozmawiał z policją” odpowiedziała Maître Hélène Moreau. „I eksperta samochodowego wyznaczonego przez prokuratora”.
Maître Moreau.
Mój jedyny sojusznik.
Moja jedyna obrona.
A jednak wciąż byłem uwięziony w tym nieruchomym ciele, niezdolny powiedzieć mu, że zagrożeniem nie jest tylko Adrien.
Prawdziwym zagrożeniem w tym pokoju była Camille.
Nie wyglądała na przestraszoną.
Wydawała się poirytowana.
„Élise miała wypadek” – powiedziała. „To okrutne wymyślać takie historie, kiedy jest w takim stanie”.
„Ciekawy wypadek” – odparł Maître Moreau. „Hamulce nie zawiodły z powodu zużycia. Przewody zostały zerwane”.
Camille nie odpowiedziała od razu.