Kiedy Sophie mi o tym powiedziała, płakałam.
Nie ze smutku.
Z ulgi.
Moje ciało powoli zaczęło się goić.
Najpierw udało mi się pokonać jedno piętro schodów bez zatrzymywania się w połowie.
Potem byłam w stanie dojść do piekarni na rogu.
Potem wróciłam do pracy na pół etatu w gabinecie lekarskim w 12. dzielnicy, pracując w recepcji i administracji.
Nie byłam jeszcze tą samą osobą, którą byłam.
Ale nie byłam już osobą, którą Julien chciał zniszczyć.
Wciąż zdarzały się trudne noce.
Budzenie się o trzeciej nad ranem.
Wspomnienia, które wracały bez ostrzeżenia.
Uczucie jego zimnego spojrzenia w szpitalnej sali.