Ktoś gdzieś grał na pianinie, niezgrabnie, zawsze te same nuty.
Ale w naszym małym mieszkaniu panował nowy rodzaj spokoju.
Nie ten idealny spokój z bajek.
Spokój zbudowany po wojnie.
Z bliznami.
Z łzami.
Z odwagą.
Jakiś czas później pracownica socjalna zasugerowała mi, żebym porozmawiała z grupą kobiet przechodzących przez trudne rozstania.
Na początku odmówiłam.
Myślałam, że nie mam nic do powiedzenia.
Kim byłam, żeby komukolwiek doradzać?
Sama prawie wszystko straciłam.
Ale Léa podsłuchała rozmowę z korytarza.