Léa wybrała kolor do swojego pokoju.
„Żółty” – powiedziała. „Bo wygląda jak słońce”.
Malowałyśmy razem.
Miałyśmy farbę we włosach, na rękach, na starych koszulkach. Sophie przyszła nam z pomocą i skończyła z żółtym śladem na nosie.
Śmiałyśmy się, aż bolały nas brzuchy.
I po raz pierwszy od dawna ból, który czułam, nie był spowodowany urazem.
To był ból radości.
Pierwszego wieczoru w naszym nowym mieszkaniu Léa położyła stary tablet na stole w salonie.
Ten sam tablet, który zmienił nasze życie.
„Czy możemy go zatrzymać?” zapytała.
„Oczywiście.”
„Ale nie jako złe wspomnienie.”
Spojrzałam na niego.
„Jaki więc?”
Léa się uśmiechnęła.
„Jako dowód na to, że prawda może być mała… ale narobić dużo hałasu.”
Przytuliłam go.
Na zewnątrz Paryż wciąż pędził.
Po ulicy przemykały skutery.
Sąsiedzi rozmawiali na schodach.