Uśmiechnęłam się przez łzy.
— No cóż. Ja też teraz więcej robię, niż mówię.
Następnej niedzieli Paweł przywiózł do pracowni stary kredens z pokoju ojca. Ten sam, o który kiedyś kłócili się jego bracia.
— Wziąłeś go? — zdziwiłam się.
— Nie chcieli. Powiedzieli, że to stary grat.
Postawiliśmy kredens przy ścianie. Wytarłam kurz, otworzyłam szuflady. W jednej znalazłam stare okulary Stanisława. W drugiej mały modlitewnik.
A na samym dnie leżało zdjęcie.
Stałam na nim przy jego łóżku z kubkiem w ręce. Nie wiedziałam, że ktoś wtedy zrobił fotografię. Może Paweł przypadkiem. Stanisław leżał na poduszkach i patrzył nie w obiektyw, tylko na mnie.
Nie surowo.
Nie zimno.
Tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie umiał.
Usiadłam na krześle.
Paweł stanął obok.
— Zostawimy? — zapytał.
Skinęłam głową.
Postawiliśmy zdjęcie przy Piśmie Świętym.
Nie jak świętość.
Dziękuję to piękne.
witamy Cię