Po prostu szepnęłam:
— Dziękuję, tato.
Wiatr poruszył płomieniem, ale świeca nie zgasła.
I pomyślałam, że on pewnie właśnie tak by odpowiedział.
Bez słów.
Wracając, zaszłam do pracowni. Było już ciemno, ale nie włączyłam światła od razu. Stanęłam w progu i wzięłam głęboki oddech. Pachniało drewnem, nićmi, lipową herbatą i starym Pismem Świętym.
Dopiero potem zapaliłam lampę.
Na stole leżał niedokończony obrus.
Usiadłam, nawlekłam igłę i zrobiłam pierwszy ścieg.
Czerwona nić położyła się równo.
Za nią druga.
Trzecia.
Tak się żyje po wielkiej niesprawiedliwości.
Nie od razu całym płótnem.
Tylko ścieg po ściegu.
Dziękuję to piękne.
witamy Cię