Andrzej zaczął mówić, że kuchnię trzeba „wreszcie doprowadzić do normalnego stanu”. Mirosław pouczał, gdzie powinien wisieć obraz Matki Boskiej, kiedy wietrzyć pokój ojca i które rzeczy należy zostawić „z szacunku”.
Ci sami mężczyźni, którzy nie potrafili posiedzieć przy ojcu 2 godzin, nagle wiedzieli, jak powinno się żyć w tym domu.
Milczałam.
Do mszy miesięcznej za duszę Stanisława.
Tamtego dnia wróciłam z kościoła wcześniej. Weszłam do pokoju teścia, żeby posprzątać ostatni raz. Zdjęłam serwetkę z półki, wytarłam kurz, złożyłam jego starą koszulę, której już nigdy nie miał włożyć.
Na stoliku leżało Pismo Święte.
Wzięłam je ostrożnie, jak bierze się ciepłą rękę człowieka, którego już nie ma. Samo otworzyło się na stronie, gdzie ołówkiem było podkreślone:
„Wiara bez uczynków jest martwa”.
Między kartkami wysunął się mały skrawek papieru.
Było na nim napisane drżącą ręką:
„Pod materacem. Od strony głowy. Dla Haliny”.
Zrobiło mi się zimno w palce.
Podniosłam materac i zobaczyłam grubą, pożółkłą kopertę, zamkniętą starą czerwoną pieczęcią.
Na kopercie widniały słowa:
„Dla Haliny Krawczyk — mojej córki”.
JEŚLI DOCZYTALIŚCIE DO TEGO MIEJSCA — DZIĘKUJĘ WAM! CHCECIE CIĄG DALSZY? DOCZYTACIE HISTORIĘ W KOMENTARZACH
CIĄG DALSZY
BLOCK 2
Usiadłam na podłodze przy jego łóżku.
Kolana oparły się o zimne deski, a koperta drżała mi w dłoniach tak mocno, jakby to nie ja ją trzymała, tylko ona trzymała mnie.
„Dla Haliny Krawczyk — mojej córki”.
Przeczytałam te słowa 3 razy.
Nie „dla synowej”.
Nie „dla żony mojego syna”.
Dziękuję to piękne.
witamy Cię