Nie powiedziałam o kopercie od razu.
Schowałam list, klucz i dokumenty do poszewki swojej poduszki. Nie dlatego, że chciałam oszukać Pawła. Po prostu potrzebowałam choć jednej nocy, żeby pobyć z tą prawdą sama.
Wieczorem Paweł zauważył.
Nigdy nie umiałam dobrze chować oczu.
— Halinko, co się stało? — zapytał, kiedy siedzieliśmy przy kuchennym stole.
Herbata stygła w szklankach. Za ścianą Andrzej i Mirosław kłócili się o stary kredens ojca. Nagle zrobiło mi się tak ciężko od ich głosów, że bez słowa wstałam, poszłam do sypialni i przyniosłam kopertę.
Paweł czytał na stojąco.
Długo.
Najpierw list. Potem akt. Potem znowu list.
Kiedy doszedł do słów „mojej córki”, zadrżała mu broda.
Pierwszy raz od wielu lat zobaczyłam, jak mój mąż płacze nie z żalu nad sobą i nie ze zmęczenia, ale ze wstydu i dumy jednocześnie.
— On wszystko wiedział — wyszeptał.
— Tak.
— I o nich wiedział.
— Tak.
Położył list na stole bardzo ostrożnie, jakby to była święta rzecz.
Potem usiadł obok mnie i wziął mnie za ręce.
— Przepraszam.
Spojrzałam na niego.
— Za co?
Dziękuję to piękne.
witamy Cię