Jak pamięć o trudnej miłości, która nie zawsze umie mówić na czas, ale czasem jednak znajduje sposób, by powiedzieć najważniejsze.
Minęły 2 lata.
„U Córki” stało się niewielkim, ale żywym miejscem. Przyjeżdżano do mnie z Rzeszowa, Przemyśla, Tarnowa, a nawet z Warszawy. Ktoś kupował serwetę na ślub. Ktoś zamawiał koszulę. Ktoś siadał po prostu przy stole i mówił:
— Mogę chwilę posiedzieć? U pani tu spokojnie.
I zawsze odpowiadałam:
— Proszę siadać.
Bo może właśnie po to to wszystko było.
Nie tylko dla mnie.
Nie tylko dla spadku.
Nie tylko dla sprawiedliwości po 7 latach.
Może po to, żeby w starym domu pod Przeworskiem powstało miejsce, gdzie kobiety nie pyta się najpierw, co posiada, do kogo należy i ile wytrzymała.
Tutaj się ją po prostu widzi.
Czasem wracam myślami do tamtego dnia u notariusza.
Do tego suchego głosu:
„Pani Halina Krawczyk nie została wskazana”.
Gdybym wtedy wiedziała, że miesiąc później w pokoju teścia znajdę kopertę, może nie płakałabym tak gorzko.
A może płakałabym tak samo.
Bo człowieka boli nie tylko to, że nie dostał nagrody.
Człowieka boli, kiedy myśli, że jego miłość była dla nikogo.
Dziś wiem, że nie każda wdzięczność przychodzi od razu.
Nie każda miłość umie przemówić za życia.
I nie każdy milczący człowiek jest naprawdę obojętny.
Dziękuję to piękne.
witamy Cię