„Sprawiałam, że czuł się jak ciężar”.
„Czasami tak”.
„Nie broniłam się”.
„Ale ty też się nim opiekowałaś” – powiedziała. „Nawet kiedy narzekałaś. Nawet kiedy byłaś zła. Zatrzymałaś go, kiedy jego biologiczne dzieci go porzuciły”.
„To nie wymazuje tego, co powiedziałam”.
„Nie. Ale to wyjaśnia, dlaczego napisał twoje imię na kopercie”.
Wzięłam z komody jego szarą czapkę.
Pachniała kurzem, mydłem marsylskim i wilgotnym ogrodem.
„Chciałabym prosić go o wybaczenie”.
Elise usiadła obok mnie.
„Więc zrób to, o co cię prosił”.
Następnego dnia poszliśmy z Maître Caronem obejrzeć stary dom.
Stał przy cichej uliczce w Beaune, niedaleko Hospicjum, za dużymi drewnianymi drzwiami, które skrzypiały jak wspomnienie.
Fasada była zniszczona.
Okiennice wymagały odmalowania.
Jasny kamień zachował zimowy chłód.
W środku nie było luksusów.
Były wspomnienia.
Ogromny stół.
Skrzynie.
Kuchnia ze starymi kafelkami.
Wąskie schody.