„Nie ma”.
Czułem, jak miękną mi nogi.
Bo nie było tam tylko papierów.
Były stare rachunki.
Zdjęcia.
Niebieski notes pełen cyfr.
I dwadzieścia lat prawdy, z którą nigdy nie chciałem się zmierzyć.
Notariusz odchrząknął.
„Przed odczytaniem majątku pan Armand poprosił, aby pan Jean wysłuchał tego w obecności całej rodziny”.
Otworzył kopertę.
Eliza ścisnęła mnie za rękę.
Philippe przestał się śmiać.
A pierwsze zdanie listu rozdarło mnie na pół.
Pierwsze zdanie listu rozdarło mnie na pół.
„Wybacz mi, chłopcze. Nie byłem ciężarem. Byłem tchórzem”.
Nie mogłem kontynuować od razu.
Oko drżało mi między palcami.
Elise spojrzała na mnie oczami pełnymi łez.
Philippe parsknął suchym, złośliwym śmiechem, jakby ból innych ludzi go drażnił.
„Zawsze uwielbiał grać męczennika, tato”.
Maître Caron spojrzał na niego.
„Radzę ci wysłuchać do końca”.