A jednak w końcu napisał moje nazwisko na kopercie.
Nie dlatego, że byłem najlepszy.
Ale dlatego, że wciąż mogłem się zmienić.
Teraz za każdym razem, gdy starsza osoba podchodzi do stołu i pyta, czy może usiąść, odsuwam krzesło.
A kiedy któraś z nich szepcze: „Nie chcę pani przeszkadzać”, ściska mnie w gardle.
Wtedy myślę o staruszku w tylnym pokoju.
O jego szarej czapce.
O jego letniej kawie.
O tym, jak zniknął, nie prosząc o nic.
I odpowiadam tym, co powinienem był mu powiedzieć od pierwszego dnia:
„Usiądź. Ten stół też jest twój”.