Rozległ się ostry huk, jak przewrócony stół.
Potem szybkie kroki skierowały się w stronę łazienki.
Cofnęłam się.
Drzwi otworzyły się z hukiem.
Étienne Caron pojawił się przede mną.
Był wyższy niż w telewizji.
Młodszy też.
Na ekranie wydawał się uspokajający.
Z bliska miał oczy człowieka, który nawykł do tego, by bać się otworzyć drzwi, zanim jeszcze zapuka.
Spojrzał na mnie.
Potem spojrzał na telefon w mojej dłoni.
„Oddaj mi go”.
Nie ruszyłam się z miejsca.
Wyrwał mi go i rzucił o zlew.
Ekran roztrzaskał się.
„Ile ci zapłaciła?”
Przełknęłam ślinę.
„Nic”.
Uśmiechnął się.
„Więc jesteś jeszcze głupsza, niż wyglądasz”.
Złapał mnie za kołnierz i rzucił o ścianę.
Uderzenie pozbawiło mnie tchu.
Valerie pojawiła się za nim, z krwawiącą wargą.
„Zostaw go w spokoju. On nic nie wie”.
Étienne odwrócił się do niej.