Prześlizgnąłem się między prześcieradłami, wózkami z ręcznikami i pojemnikami ze środkami czystości.
Sprzątaczka zobaczyła, że idę, z twarzą pokrytą krwią.
„Boże, proszę pana…”
„Policja” – wyszeptałem. „Zadzwońcie na policję”.
Odsunęła się.
„Nie chcemy tu żadnych kłopotów”.
Wyjąłem różową bransoletkę spod koszuli.
„Mała dziewczynka tak”.
Jej twarz się zmieniła.
Nie zadawała więcej pytań.
Ukryła mnie w wózku na pranie i zasunęła płócienne ogrodzenie tuż przed wejściem mężczyzny.
„Widziała pani młodego mężczyznę?”
„Tutaj widzę głównie brud bogatych” – odpowiedziała.
Wstrzymałem oddech.
Mężczyzna wyszedł.