Podróż powrotna była prawdziwym momentem śmierci ekspedycji.
Nie wszystko naraz. To byłoby miłosierne.
Pierwszy zgon nastąpił pięć dni na północ od kotliny. Koło wozu pękło na kamieniu, opóźniając ich w bezlitosnym słońcu. Podczas naprawy pomocnik o nazwisku Dubois stracił przytomność. Początkowo myśleli o udarcie cieplnym. Zwijał się konwulsjami na piasku, bębniąc obcasami, a dłonie drapały go po gardle. W kącikach ust zebrała mu się piana, zabarwiona na różowo.
Rinard badał go drżącymi rękami.
„Trucizna” – wyszeptał.
Marchand wpatrywał się. „Od czego?”
“Nie wiem.”
Dubois zmarł przed zachodem słońca.
Pochowali go w płytkim grobie oznaczonym kamieniami, choć ziemia była tak twarda, że nie dało się kopać głęboko. Przewodnicy odmówili modlitwy za niego. Amastan obserwował horyzont.
Tej nocy coś go wykopało.
O świcie znaleźli grób otwarty. Kamienie zostały odsunięte. W piasku widniały ślady niczym ciągnące się korzenie, długie rowki rozchodzące się promieniście od jamy grobowej. Ciało Dubois zniknęło.
Vasseur zaczął się śmiać.
Nie głośno. Nie dziko. Cichy, powtarzalny śmiech, który trwał, aż Rinard go uderzył. Potem Vasseur rozpłakał się, przepraszając wszystkich i nikogo.
Drugi zgon nastąpił trzy dni później.
Przewodnik imieniem Ilyas zaczął narzekać na pragnienie, mimo że pił. Język mu spuchł. Skóra poszarzała. Pod powierzchnią ramion pojawiły się ciemne linie, rozgałęziające się w górę od nadgarstków do łokci niczym korzenie pod cienką warstwą gleby. Amastan zobaczył te ślady i zakrył twarz.
„Co się z nim dzieje?” zapytał Marchand.
Stary przewodnik nie odpowiedział.
Rinard próbował przeciąć jedną z żył, sądząc, że to żyła zapalona infekcją. Kiedy ostrze dotknęło skóry, Ilyas wrzasnął tak głośno, że muły rzuciły się do ucieczki. Z nacięcia nie sączyła się krew, lecz przezroczysty, żywiczny płyn, pachnący wilgotną zgnilizną i słodyczą.
Vasseur cofnął się, szepcząc: „Sap. Sap. Sap.”
Ilyas zmarł w południe.
Spalili go.
Dym unosił się czarny i oleisty. Niósł zapach niczym zbyt świeżo ścięte zielone drewno.
Po tym zdarzeniu Marchand przestał zapisywać pełne zdania w swoim notatniku. Jego wpisy stały się fragmentaryczne.
11 maja. Upał jest silny. Mężczyźni zdemoralizowani. PR podejrzewa środek toksyczny. Źródło nieznane.
12 maja. HV publikuje dane w nocy. Dane niepotwierdzone.