Marchand słyszał już takie rzeczy. Każdy kraj miał zakazane skały, nawiedzone źródła, doliny, gdzie duchy nie tolerowały żelaza, grzbiety, na których miejscowi odmawiali snu. Nie odrzucał ich całkowicie. Strach, z jego doświadczenia, często był praktyczną wiedzą ubraną w przesąd. Nawiedzona dolina mogła zawierać złą wodę. Przeklęte wzgórze mogło być niestabilne. Zakazany gaj mógł należeć do ludzi z karabinami.
„Co znajduje się w zachodniej części basenu?” – zapytał.
Amastan nic nie odpowiedział.
Marchand czekał.
W końcu przewodnik odpowiedział: „Stare rzeczy”.
Rinard prychnął cicho. „Mój zawód opiera się na starych rzeczach”.
„To nie jest dla twojego zawodu.”
Marchand przyjrzał mu się uważnie. „Podążymy zaplanowaną trasą”.
Amastan spuścił wzrok, ale nie z uległości. Bardziej przypominało to litość.
„Jak sobie życzysz.”
Odlecieli pod białym porannym niebem.
Przez pierwsze trzy tygodnie nic się nie działo poza przewidywalną nędzą podróży po pustyni. Dni zaczynały się od chłodu tak ostrego, że palce sztywniały im wokół kubków, a potem narastał upał, który spłaszczał myśli. Piasek wdzierał się w każdą szwę. Skóra pękała. Usta pękały. Muły robiły się kapryśne i chude. W nocy gwiazdy pojawiały się w takiej liczbie, że Vasseur kiedyś szepnął z autentycznym smutkiem, że niebo wygląda na chore.
Notatki Marchanda z tego okresu pozostały dokładne.
30 marca: Niska, żwirowa równina. Rzadkie zarośla. Wiatr wschodni z południowo-wschodnim. Skorygowano poprzednią prognozę wysokości o 14 metrów.
2 kwietnia: Suchy kanał, szerokość około 70 metrów. Ślady sezonowego przepływu. Brak stojącej wody. Rozbiliśmy obóz na współrzędnych…
9 kwietnia: Malowidła naskalne na osłoniętej ścianie. Bydło. Postacie ludzkie. Dwa duże zwierzęta, prawdopodobnie hipopotamy. Vasseur sfotografował tablicę A-12.
Rinard był zafascynowany tym kamieniem.
„To był podmokły teren” – powiedział pewnego wieczoru, trzymając w blasku ognia fragment skały osadowej. „Nie wilgotny. Nie podlewany od czasu do czasu. Mokry. Spójrz na te warstwy. Drobne osady. Spokojna woda. Jeziora, Marchand. Prawdziwe jeziora”.
Marchand siedział z notesem na jednym kolanie. „W raportach wspomina się o starożytnych basenach”.
„Raporty zaniżają tę wartość.”
„Raporty często tak mówią.”
Rinard obrócił kamień w palcach. „Wyobrażasz sobie to zielone miejsce?”
Marchand spojrzał poza ogień.