„Ludźmi, którzy myśleli, że strach czyni ich ważnymi”.
W pokoju zapadła cisza.
Dante na chwilę spuścił wzrok.
Powinieneś był przeprosić.
Nie przeprosiłeś.
Znów spojrzał w górę. „A co się z nim stało?”
Pytanie trafiło w siniaka pod twoimi żebrami, którego nikt nie mógł dostrzec.
„Zmarł, wisząc pieniądze człowiekowi, który uśmiechnął się na jego pogrzebie.”
Wyraz twarzy Dantego się zmienił.
Niewiele.
Wystarczająco.
„Jaki człowiek?”
Pokręciłeś głową. „Nie dlatego to powiedziałem.”
„Kto?”
Rozkaz powrócił automatycznie, stary nawyk przebił się przez jego powściągliwość.
Cofnąłeś się.
Od razu to zobaczył.
Zacisnął szczękę.
Potem powiedział ciszej: „Przepraszam. Źle poprosiłem.”
To zaskoczyło cię bardziej niż rozkaz.
Spojrzałeś na swoje zabandażowane ramię.
„Ten człowiek nazywał się Victor Hale. Zaciągał prywatne pożyczki w naszej okolicy. Mój ojciec pożyczył pieniądze na pierwszą operację mojego brata. Oprocentowanie się podwoiło, a potem potroiło. Po śmierci ojca Hale przyszedł na pogrzeb i powiedział mojej matce, że żałoba nie zatrzymała jej w debiucie.
t.”
Wzrok Dantego stał się zimny.
Rozpoznałeś ten chłód. To był ten, o którym szeptano w mieście.
„Co się stało potem?”
„Moja matka płaciła, dopóki nie zachorowała. Potem przyjechałem tutaj. Wysyłam pensje do domu. Hale nadal je pobiera.”
Dante milczał przez długą chwilę.