Zachowałaś swoje nazwisko.
Dante przyszedł do ciebie.
Poznał twoją okolicę, twoją ulubioną restaurację, ostre poglądy twojej matki, obsesję Noaha na punkcie starych kart baseballowych. Przesiadywał w szpitalnych poczekalniach, nie dzwoniąc. Nosił zakupy. Z początku kiepsko, jak człowiek nieobeznany ze zwykłymi torbami. Nauczył się.
Twoja matka nie ufała mu łatwo.
Dobrze.
Kochałaś ją za to.
Kiedy pierwszy raz go spotkała, zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów i powiedziała: „Moja córka nie jest projektem odkupienia”.
Dante skłonił głowę. „Nie, proszę pani”.
Noah zapytał, czy kiedykolwiek kogoś zabił.
Twoja matka o mało nie zemdlała.
Dante spojrzał na ciebie.
Odwróciłaś wzrok, nie oferując pomocy.
Powiedział: „Zrobiłem rzeczy, z których nie jestem dumny”.
Noah skinął głową. „To nie jest odmowa”.
„Nie” – powiedział Dante. „Nie jest”.
Twoja matka wpatrywała się w niego.
Potem, o dziwo, zaczęła go bardziej szanować.