W środku pielęgniarki przechadzały się po jasnych korytarzach. Dzieci siedziały z kolorowankami. Kobieta w uniformie sprzątaczki rozmawiała z prawnikiem po hiszpańsku. Kierowca miał zmierzone ciśnienie krwi. Niania pytała o opiekę stomatologiczną dla swojego syna.
Pokoje zbudowano inaczej.
Spojrzałeś na Dantego.
On już na ciebie patrzył.
„Co?” – zapytałeś.
Zawahał się.
Dante Marcellus, którego bała się połowa miasta, zawahał się.
Potem powiedział: „Kocham cię”.
Słowa padły bez strategii.
Bez efektu.
Bez żadnego żądania.
Zamknąłeś oczy.
Wiedziałeś, może.
Obawiałeś się, na pewno.
Odwzajemniałam jego miłość, niemożliwie, niewygodnie, z ostrożnością owiniętą wokół każdego uderzenia serca.
Ale miłość po utracie władzy nie jest prosta. Miłość po zranieniu w czyimś świecie musi być zbudowana z czegoś więcej niż tęsknoty.
Otworzyłaś oczy.
„Ja też cię kocham” – powiedziałaś.
Jego twarz się zmieniła.
Uniosłaś rękę, zanim nadzieja zdążyła się poruszyć.