Nie wiedziałeś, co zrobić z wpływowym mężczyzną, który próbował nauczyć się granic w pisaniu.
Przez trzy dni odpoczywałeś.
Domownicy udawali, że nie robią awantury, podczas gdy oni się awanturowali. Pani Bellamy przyniosła zupę. Annie z pralni przyniosła książki. Dr Vale zmienił ci opatrunki. Steward, pan Cole, przeprosił cię z taką sztywnością, że prawie ci go było żal.
Dante nie przyszedł.
To cię zaskoczyło.
Część ciebie oczekiwała, że się pojawi, zażąda wdzięczności, zada pytania, że zamieni swoją powściągliwość w kolejny rodzaj presji. Ale on trzymał się z daleka. Przychodziły tylko liściki, zawsze krótkie, zawsze praktyczne, zawsze kończące się jakąś wersją: Tylko jeśli sobie tego życzysz.
Czwartego dnia znalazłaś go w bibliotece.
Nie miałaś takiego zamiaru.
Szłaś powoli, żeby nabrać sił, gdy zobaczyłaś częściowo uchylone drzwi. W środku Dante stał przed ścianą okien, trzymając szklankę, z której nie pił. Pierścionek zaręczynowy leżał na biurku obok niego.
Powinnaś była wyjść.
Zamiast tego odezwał się, nie odwracając wzroku.
„Czy wracasz do zdrowia?”
Zamarłaś. „Tak, proszę pana”.
„Nie musisz mówić do mnie „proszę pana”, kiedy nie pracujesz”.
„Zawsze pracuję w tym domu”.
Wtedy się odwrócił.
Te słowa zaskoczyły was oboje.
Jego wzrok powędrował na twoje zabandażowane ramię. „Już nie”.
Zerknęłaś na pierścionek na biurku. „Czy panna Cross wróciła?”
„Nie”.
„Czy wróci?”
„Nie”.
Uwierzyłaś mu.
To było dziwne.
Wyjrzał przez okno. „Myślisz, że się od niej różnię?”
Pytanie było tak nieoczekiwane, że prawie odpowiedziałaś grzecznie.
Potem przypomniałaś sobie jego liścik.
Zgoda.
Prawda.
„Nie wiem” – powiedziałaś.
Wyraz jego twarzy się nie zmienił, ale dłoń zacisnęła się lekko na szklance.
„Jesteś szczera”.