„Ale nigdy nie będę należeć do twojego domu”.
Skinął głową natychmiast. „Wiem”.
„Nie dam się chronić przed milczeniem”.
„Wiem”.
„Nie stanę się dowodem na to, że się zmieniłeś”.
Jego szczęka lekko się zacisnęła, nie ze złości, lecz ze zrozumienia.
„Wiem”.
„A jeśli twój świat się do mnie zbliży, jakby mnie posiadał…”
„Obetnę ci rękę” – powiedział.
Wpatrywałaś się w niego.
Sprostował. „Legalnie”.
Zaśmiałaś się.
Nie mogłaś się powstrzymać.
Uśmiechnął się wtedy, prawdziwym uśmiechem, rzadkim i niemal chłopięcym.
Tak właśnie zaczynałaś.
Nie jak w bajkach.
Nie z nim, który porwał cię na osiedle i uczynił królową domu, który kiedyś cię skrzywdził.
Zachowałaś mieszkanie.
Zachowałaś pracę.