Bo jeśli oferował pomoc, to miała swoją cenę. Zawsze była cena, gdy wpływowi ludzie dawali coś od siebie. Czasami cena przychodziła natychmiast. Czasami pojawiała się po latach, ubrana w strój należnej wdzięczności.
„Mój brat nie jest niczyim długiem” – powiedziałaś cicho.
W sali rozległ się szmer.
Dante znieruchomiał.
Przekroczyłaś granicę. Wiedziałaś o tym. Czułaś, jak cały personel wstrzymuje oddech, czekając na konsekwencje. Ale jego twarz nie stwardniała, tak jak się spodziewałaś.
Wręcz przeciwnie, wyglądał na niemal zranionego.
Nie zniewagą.
Prawdą.
„Nie” – powiedział powoli. „Nie jest”.
Spuściłaś wzrok.
Odwrócił się do doktora Vale’a. „Daj pannie Bennett wszystko, czego potrzebuje na oparzenie. Pani Ellis, proszę przygotować niebieski pokój gościnny”.
Podniosłeś głowę. „Pokój gościnny?”
Gospodyni wyglądała na równie zaskoczoną. „Proszę pana?”
„Jest ranna. Nie będzie dziś spać w pokojach dla personelu”.
Pokręciłeś głową. „To nie jest konieczne”.
„Jest”.
„Byłoby mi wygodniej na dole”.
Dante zrobił pauzę.
Stary Dante by rozkazał.
Wszyscy w pokoju się tego spodziewali.
Ale on spojrzał na ciebie, naprawdę spojrzał, i poprawił się.
„Gdzie czułabyś się komfortowo?”
Pytanie było tak nieoczekiwane, że początkowo nie odpowiedziałeś.
Potem powiedziałeś: „Mój pokój jest w porządku”.
Dante skinął głową. „To twój pokój. Dr Vale cię tam sprawdzi. Pani Ellis, proszę przysłać jedzenie. Nikt jej nie będzie przeszkadzał, chyba że poprosi”.
Personel natychmiast się ruszył.