Potem ostrożnie zapytał: „Chcesz, żebym ci pomógł?”
Spojrzałeś na niego ostro.
Nie, ja się tym zajmę.
Nie, nie podasz mi jego nazwiska.
Chcesz, żebym ci pomógł?
Nienawidziłeś tego, że to pytanie sprawiło, że zapiekły cię oczy.
„Nie wiem.”
„Więc nic nie zrobię.”
Wpatrywałeś się.
Wyglądał na niemal skrępowanego, mówiąc to.
„Ale jeśli zdecydujesz inaczej” – dodał – „możesz zapytać.”
Skinąłeś głową.
Po czym wyszedłeś, zanim emocje cię zdradziły.
Tej nocy Dante Marcellus zrobił coś, czego nie robił od lat.
Poszedł do kwatery dla personelu.
Nie do środka. Nie był na tyle głupi, by myśleć, że jego obecność pocieszy ludzi, którzy przez lata się go bali. Stał w dolnym holu z panem Cole’em i zadawał pytania.
Ilu pracowników mieszkało na miejscu?
Jakie były zarobki?
Kto miał potrzeby medyczne w rodzinie?
Kto wnioskował o urlop i został odrzucony?
Kto został zwolniony w ciągu ostatniego roku i dlaczego?
Pan Cole odpowiedział najpierw sztywno.
Potem nerwowo.
Potem z widocznym wstydem.
System działał dokładnie tak, jak zaprojektował go Dante: sprawnie, cicho, posłusznie i ślepo.
Do rana zasady dotyczące majątku uległy zmianie.
Pisemne umowy.
Zwolnienia lekarskie.
Procedura składania skarg.
Prywatny rzecznik pracowników.