Vivienne zaśmiała się, ale jej głos zadrżał. „Nie udawaj nagle szlachetnej, bo pokojówka płakała”.
Słowo „pokojówka” zabrzmiało jak policzek, choć twoja skóra już płonęła.
Wzrok Dantego powędrował na ciebie, a potem z powrotem na nią. „Nie nazywa się pokojówka”.
Vivienne zamrugała. „Co?”
Odwrócił się lekko w stronę starszego stewarda stojącego nieruchomo przy drzwiach. „Jak ona się nazywa?”
Steward przełknął ślinę. „Clara, proszę pana. Clara Bennett”.
Dante powtórzył powoli. „Clara Bennett”.
Z niewyjaśnionych powodów, usłyszenie twojego imienia w jego głosie było bardziej przerażające niż bycie niewidzialną. Spędziłaś sześć miesięcy w tej posiadłości, starając się nie zostać zauważoną. Zauważ, że w takich domach zazwyczaj oznaczało to kłopoty.
Vivienne skrzyżowała ramiona. „Dobrze. Klara popełniła błąd”.
„Nie” – powiedział Dante. „Klara rozlała herbatę. Podjąłeś decyzję”.