„Ile ci obiecali?”
Nic nie powiedział.
„Ile warta jest mama? Ile wart jest tata?”
W jego oczach pojawiło się coś, co przypominało wstyd.
Ale to jeszcze nie była skrucha.
„Też cierpiałem, kiedy odszedłeś” – wyrzucił z siebie.
„Nie odszedłeś, bo nie chciałeś. Zaproponowałem, że cię przyjmę”. Powiedziałaś, że zostaniesz tutaj, żeby się nimi zaopiekować.
„Chciałem czegoś własnego!”
„Dałem ci dom”.
„Nie!” – krzyknął. „Zawsze byłaś właścicielką. Zawsze tą, która się poświęcała. Zawsze tą odważną dziewczynką, która przysyłała pieniądze. A ja? Nieudanym młodszym bratem? Tym, który żyje w twoim cieniu?”
To bolało.
Ale mnie to nie zaskoczyło.
Zazdrość żyła w nim od lat.
Zjadała nasz stół.
Spała pod naszym dachem.
Czekałem na swój moment.
„Nie byłeś porażką, Damien. Stałeś się okrutny”.
Odsunąłem się, jakby jego ręka mnie parzyła.