Może kiedyś będę mógł go przeczytać ponownie bez poparzenia rąk.
Jeszcze nie.
Z pomocą sąsiadów naprawiliśmy kuchnię.
Nie chciałem całkowicie zakryć miejsca, w którym znaleziono pudełko.
Poprosiłem o położenie tam innej płytki.
Czerwonej terakotowej płytki.
Przypomnienie.
Moja mama znowu zaczęła nosić łańcuszek.
Nie ten złoty.
Kupiłem jej mały, prosty medalik z wizerunkiem Matki Boskiej w sklepie niedaleko wiejskiego kościoła.
Powiedziała, że ten nic nie waży.
Ojciec poprosił mnie, żebym poszedł z nim na pole.
Szliśmy powoli między winoroślami.
Z szacunkiem dotknął liścia.
„Ta ziemia wciąż może rodzić owoce, córko”.
„Jak ty, tato”.
Uśmiechnął się.
Kiedy dotarł do studni, zdjął czapkę.
„Wybacz mi, Julien” – mruknął.
Wiatr zaszeleścił w drzewach oliwnych.
Nie było odpowiedzi.