„Byłem dla nich niemiły”.
„Tak”.
Spodziewała się czegoś innego.
Nic jej nie dałem.
„Złożę zeznania” – powiedziała. „Przeciwko mojemu wujowi. Przeciwko Damienowi. Przeciwko mnie, jeśli będzie trzeba”.
Spojrzałem na nią.
„Zrób to dla swojego ojca. Nie dla mnie”.
Skinęła głową.
Potem poszła polną ścieżką, a jej czerwona sukienka ciągnęła się w kurzu.
O świcie wyszłam na dziedziniec.
Transparent z napisem „Witamy w domu Damiena i Priscille” wciąż wisiał obok lawendy.
Podniosłam go.
Powoli go złożyłam.
Potem włożyłam do worka na śmieci.
Mama wyszła za mną z czystym szalem.
Ojciec szedł za nią, opierając się na lasce, którą pożyczył mu monsieur Fabre.
W trójkę patrzyliśmy na ziemię.
Winorośl lśniła od rosy.