„Słuchaj, dzieciaku” – powiedział Hervé. „Przychodzisz tu z tymi swoimi północnoamerykańskimi zwyczajami. Myślisz, że skoro wysłałeś euro i dolary, to nadal rozumiesz, jak tu działają rzeczy. W Prowansji załatwiamy sprawy jak miejscowi”.
„Grożąc staruszkom?”
Mama pociągnęła mnie za ramię.
„Nie, Lucie…”
Ale było za późno.
Hervé zwrócił się do mojego ojca.
„Matthieu, mówiłem ci, żebyś milczał”.
Ojciec uniósł głowę.
Ten prosty ruch drogo go kosztował.
Czuł się, jakby dźwigał na karku całe pole kamieni.
„Milczałem już wystarczająco długo”.
To „milczałem już wystarczająco długo” złamało mnie bardziej niż jakikolwiek krzyk.
Damien podszedł do niego wściekły.
„Tato, przestań”.
„Nie mów do mnie już tato” – odpowiedział ojciec.
Cały dziedziniec zamarł.
Nawet dzieci przestały biec.
Hervé cmoknął językiem.
„Odpraw gości”.
Muzycy odłożyli instrumenty.