Ale po raz pierwszy dom nie wydawał się już nawiedzony.
Tego wieczoru nakryłem stół na dziedzińcu.
Bez muzyki.
Żadnych banerów.
Żadnych fałszywych gości.
Tylko tr
Dwie miski zupy pistou, chleb, ser kozi, czarne oliwki i butelka świeżej wody z naszej studni.
Najpierw zjadła mama.
Ojciec dołożył sobie dokładkę.
Spojrzałem na nie i zrozumiałem, że moje dziesięć lat poświęceń nie poszło na marne.
Po prostu dotarły za późno.
Ale dotarły.
Kiedy słońce chowało się za wzgórzami, ojciec uniósł filiżankę z kawą.
„Witaj w domu, Lucie”.
Spojrzałem na otwartą bramę, odzyskany teren, puste krzesło, na którym został porzucony jak stary mebel.
Potem uniosłem filiżankę.