„Wujku, ale akt własności nie jest jeszcze sfinalizowany. Notariusz odmówił…”
„Dlatego przyszedłem”.
Podniosłem słuchawkę.
Rozmowa z Maître Caronem wciąż trwała.
„Panie mecenasie, słyszy mnie pan?”
Głos notariusza odpowiedział, wyraźny i stanowczy.
„Wszystko słyszę, pani Morel. Idę z dwoma świadkami i policją. Proszę nie dotykać żadnych dokumentów. Niech niczego nie zniszczą”.
Hervé wpatrywał się we mnie.
Po raz pierwszy jego uśmiech zniknął.
„Oddaj mi ten telefon”.
„Chodź i go weź”.
Jeden z jego ludzi zrobił krok naprzód.
Ale mój ojciec zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał.
Wstał.
Koc spadł na podłogę.
Jego chude nogi drżały, ale chwycił się złamanego krzesła jak kija i stanął przede mną.
„Nie dotykaj mojej córki”.
Hervé spojrzał na niego z pogardą.
„Czy nadal uważasz się za mężczyznę, Matthieu?”
Ojciec wziął głęboki oddech.
„Nie. Ale nadal jestem jego ojcem”.
To wystarczyło.
Matka stanęła za mną i wzięła nóż ze stołu.
Nie podniosła go.
Po prostu go trzymała.