„Nie?”
„Nie wybaczę ci czegoś, co nie było twoją winą”.
Płakał cicho.
Uklękłam i oparłam czoło o jego chude kolana.
Pachniał ziemią, kurnikiem, starym zmęczeniem.
Ale pachniał też moim dzieciństwem.
Poranki, kiedy zabierał mnie na winnice.
Wieczory, kiedy mama wkładała mi do torby kawałek chleba i ser, żebym nie była głodna w szkole.
Lata, kiedy mówił mi, że woda jest święta, bo ziemia bez wody zawsze kończy się błaganiem niebios o pomoc.
Tej nocy nikt tak naprawdę nie spał.
Mistrz Caron został dłużej, żeby dokonać wstępnego spisu.
Pani Arnaud przyniosła kawę i przysięgła, że cała wioska pozna prawdę przed południem.
Monsieur Fabre postawił garnek zupy pistou na progu, udając, że tylko przechodzi.
Ale jego oczy były zaczerwienione.
„Musimy odzyskać siły” – mruknął.
Priscille wyszła pieszo przed północą.
Nie zabrała żadnej biżuterii.
Nie zabrała żadnych ubrań.
Tylko zdjęcie ojca i kopię notatnika.
Mijając mnie, zatrzymała się.