Ale to już nie to samo.
Nie nazywała się już Haras des Brumes.
Teraz przy wejściu stał nowy, drewniany szyld.
Domaine de la Vérité.
Pracownicy mieli prawdziwe umowy.
Humanitarne godziny pracy.
Ubezpieczenie zdrowotne.
Przerwy.
Deklarowane wynagrodzenie.
I szacunek.
Konie były lepiej traktowane.
Domki zostały odnowione.
Goście nie przyjeżdżali już tylko na przejażdżki po normandzkiej wsi.
Przyjechali też dlatego, że znali historię kobiety, która nie chciała zniknąć.
Valérie powoli szła główną drogą prowadzącą do posiadłości.