O porankach, w których szła naprzód mimo wszystko.
Potem powoli pokręciła głową.
„Nie.”
Chłopiec zmarszczył brwi.
„Więc kim pan jest?”
Valérie wzięła głęboki oddech.
Wiatr zaszeleścił liśćmi jabłoni.
W oddali cicho zarżał koń.
Spojrzała na dziecko.
„Jestem kimś, kto przestał się bać”.
Chłopiec uśmiechnął się.
Po czym znowu pobiegł.