Odpowiadała na gości.
A kiedy brakowało personelu… pracowała w stajni.
Ale nigdy nie została uznana za partnerkę.
Nigdy jej nie płacono.
Nigdy nie dziękowano.
Wszystko należało do Hervégo.
A przynajmniej chciał, żeby sąd tak uważał.
Rozwód przerodził się w wojnę, gdy Valérie zażądała odszkodowania finansowego i należnego jej udziału w majątku zgromadzonym podczas małżeństwa.
Hervé odpowiedział jak zawsze.
Z pogardą.
Nazwał ją przesadną.
Niestabilną.
Kobietą niezdolną do zarządzania pieniędzmi.
Biedną, kruchą istotą.
Potem, przed sędzią sądu rodzinnego, odchylił się na krześle z tym aroganckim uśmiechem, który znała aż za dobrze.
„Wysoki Sądzie, moja żona zawsze uwielbiała dramatyzować. Mówi tak, jakby sama zbudowała majątek”.
Valérie nie ruszyła się z miejsca.
Hervé kontynuował.
„Prawda jest taka, że była jak zwierzę pracujące. Przydatna, kiedy jej potrzebowałem. Łatwa do kontrolowania, kiedy mi to odpowiadało”.
W sali sądowej zapadła cisza.
Prawnik Hervégo spuścił wzrok.
Prawniczka Valérie, Claire Beaulieu, powoli zamknęła jej akta.