Na początku wyszukujesz tylko Barcelonę.
Potem pojawia się Madryt.
Potem Miami.
Potem Buenos Aires.
Czujesz chłód na skórze.
„Victoria” – szepczesz.
„Widzę twoją twarz” – mówi. „Co znalazłeś?”
„Więcej podróży”.
„Ile?”
Liczysz.
Nie jedną.
Nie trzy.
Dziewięć.
Dziewięć podróży w ciągu ośmiu miesięcy, wszystkie zakodowane jako rozwój biznesu, spotkania z klientami lub regionalne sesje konsultacyjne. Luksusowe hotele. Dwóch pasażerów na kilku rezerwacjach. Restauracje. Opłaty za spa. Sklepy jubilerskie. Zakupy w butikach.
Otwierasz jeden paragon i widzisz nazwisko Valerii w hotelowej notatce lojalnościowej.
Witamy ponownie, pani Cárdenas.
Witamy ponownie.
Przestajesz oddychać na chwilę.
To nie był błąd.
Nie słabość.
Nie weekend.
To było drugie życie.