Kiedy rozpoczyna się serwis obiadowy, podchodzisz do ich rzędu z tym samym uprzejmym uśmiechem, którym obdarzasz wszystkich.
„Woli pani polędwicę wołową czy okonia morskiego?” pytasz.
Ricardo odchrząkuje. „Elena…”
„Proszę pana” przerywasz cicho, „dla wygody pasażerów, najpierw zamawiajcie posiłki”.
Płonie mu twarz.
Valeria patrzy na niego i na ciebie. „Musicie to wyjaśnić”.
Odwracasz się do niej.
„Proszę pani, woli pani wołowinę czy rybę?”
Słowo „proszę pani” pada ponownie, dosadnie i ostro.
Valeria przełyka ślinę. „Ryba”.
Patrzysz na Ricarda.
Nie odpowiada.
„W takim razie wołowina dla ciebie” – mówisz.
Odchodząc, słyszysz syknięcie Valerii: „Mówiłeś, że była w Guadalajarze”.
O mało się nie zatrzymujesz.
Guadalajara.
Więc użył tego samego kłamstwa wobec was obojga, tylko odwrócił się w przeciwnych kierunkach. Dla ciebie leciał tam w interesach. Dla niej byłeś zupełnie gdzie indziej.
Ricardo szepcze: „Nie teraz”.