Prawdziwy śmiech.
„Nie. Ale na wszelki wypadek mam szampana”.
Uśmiechacie się jak kobiety, które przeżyły wystarczająco dużo, by móc stroić ostre żarty.
W połowie lotu, w ciszy, gdy kabina pogrążona jest w mroku niebieskiego światła, stoisz przy kuchni i patrzysz przez małe okienko na ciemność nad oceanem.
Myślisz o tym pierwszym locie do Barcelony.
Myślisz o chwili, gdy Ricardo wszedł na pokład z Valerią, trzymając ją w talii, z twarzą zbladłą na twój widok. Pamiętasz ból, owszem, ale teraz zaskakuje cię duma.
Bo nie zasłabłaś.
Podawałaś szampana.
Udokumentowałaś prawdę.
Ochroniłaś swoje imię.
Wiadomość czeka na twój telefon, gdy wylądujesz w Madrycie.
Od twojej mamy.
Jestem z ciebie dumna, moja niña. Leć bezpiecznie.
Uśmiechasz się.
Kolejna wiadomość od Victorii.
Ostateczne zwolnienie bankowe potwierdzone. Oficjalnie jesteś wolna od zobowiązań wobec Salazar Strategic Consulting.
Czytasz to dwa razy.
A potem trzeci raz.
Oficjalnie jasne.