Wciągasz powietrze nosem.
„Tak”.
Twarz Carli twardnieje. „Chcesz, żebym zmieniła sektor?”
Przez sekundę prawie mówisz „tak”.
O mało co nie chowasz się w tylnej części samolotu, pozwalasz innemu stewardessy obsłużyć pierwszą klasę i spędzasz kolejne jedenaście godzin płacząc za zasłoną. Prawie stajesz się kobietą, jakiej Ricardo od ciebie oczekuje.
Ale potem przypominasz sobie jego wiadomość z tamtego ranka.
„Amor, ya voy llegando a Guadalajara”.
Patrzysz przez zasłonę w kuchni na miejsce 2A, gdzie twój mąż siedzi obok innej kobiety w samolocie do Hiszpanii.
„Nie”, mówisz. „Zajmę się swoim sektorem”.
Carla przygląda się twojej twarzy. „Jesteś pewna?”
Wygładzasz przód marynarki.
„Zajmuję się nim od dziewięciu lat”.
Samolot wznosi się w noc, zostawiając za sobą Meksyk w lśniącej pajęczynie świateł. Pasażerowie kładą się pod kocami. Nalewane jest wino. Mężczyźni rozluźniają krawaty. Pary szepczą nad menu wydrukowanymi na grubym kremowym papierze.
Ricardo się nie odpręża.
Czujesz na sobie jego wzrok za każdym razem, gdy go mijasz.
Valeria jednak nie udaje już spokoju. Patrzy przez okno, potem na Ricarda, a potem na ciebie. Pewność siebie, którą nosiła, wsiadając na pokład, zaczyna słabnąć, kawałek po kawałku.
Dobrze.
Zasługuje na to, żeby poczuć, jak podłoga się porusza.