Później, stojąc na balkonie, z miastem w dole, myślisz o szampanie Tej nocy trzymałeś flet w dłoni. Nalałeś go idealnie, gdy twój świat się rozpadał. Zadałeś pytanie, które go obnażyło:
„Szampan, żeby uczcić spotkanie, które wymyśliłeś?”
W tamtym momencie wydawało się to początkiem upokorzenia.
Teraz wiesz, że to był początek twojej wolności.
Ricardo wsiadł do samolotu, wierząc, że jesteś daleko.
Uważał, że zaufanie cię oślepia.
Uważał, że twój mundur czyni cię bezsilnym.
Uważał, że ręka innej kobiety w jego dłoni może wymazać dziewięć lat małżeństwa, jeśli skłamie z wystarczającą pewnością siebie.
Ale o czymś zapomniał.
Samoloty mają manifesty.
Firmy mają oświadczenia.
Kobiety mają wspomnienia.
A żony, które przestają płakać na tyle długo, by zebrać dowody, mogą stracić całe drugie życie przed lądowaniem.
Unosisz kieliszek wina ku nocnemu niebu.
Nie dla Ricarda.
Nie dla Valerii.