Mówisz cicho. „Dotykasz członka załogi podczas nabożeństwa”.
Jego palce natychmiast puszczają.
To jest właśnie piękne w świadkach. Ricardo rozumie ich lepiej niż moralność.
Valeria siedzi sztywno obok niego, udając, że nie słyszy.
Ale słyszy wszystko.
Prostujesz się. „Jeśli będziesz czegoś jeszcze potrzebować, naciśnij raz przycisk wywołania”.
Potem odchodzisz.
W kambuzie wreszcie pozwalasz sobie odetchnąć.
Carla podaje ci papierowy kubek z wodą.
„Powinieneś zgłosić chwyt za nadgarstek” – mówi.
„Zgłoszę”.
„Powinieneś zgłosić coś więcej”.
Patrzysz na nią.
Carla ścisza głos. „Widziałam manifest pasażera podczas odprawy. Zarezerwował oba miejsca w pierwszej klasie przez firmowe konto podróży”.
Ściska cię w żołądku.
„Jaka firma?”
Waha się. „Salazar Strategic Consulting”.
Firma Ricarda.
Firma, w której pomogłaś mu zbudować system finansowy. Firma, w której przeglądałaś dokumenty podatkowe w weekendy, bo powiedział, że zatrudnienie księgowego jest „za drogie w tej chwili”. Firma, w której trzy lata temu osobiście poręczyłaś pierwszą pożyczkę firmową, bo płakał w twojej kuchni i mówił, że bez ciebie nie może się rozwijać.
Wpatrujesz się w metalowy blat.
Bilety pierwszej klasy do Barcelony.
Dla niego i Valerii.
Zapłacone przez firmę.