Nawet nie dla małżeństwa, które straciłaś.
Dla siebie.
Dla kobiety przy drzwiach samolotu, która nie krzyczała.
Dla kobiety w pokoju hotelowym, która przez łzy pobierała wszystkie paragony.
Dla kobiety, która zrozumiała, że zdrada na wysokości 10 000 metrów i tak musi wylądować. Gdzieś.
A kiedy wylądowało, nie zmiażdżyło cię.
Oczyściło pas startowy.