Ricardo zamyka oczy.
No i jest.
Nie wszystko, ale wystarczająco.
Odwracasz się, żeby wyjść.
Valeria łapie cię za rękaw, a potem szybko puszcza, widząc twoją minę. „Nie wiedziałam”.
Patrzysz na nią przez dłuższą chwilę.
Może nie wiedziała wszystkiego.
Ale wiedziała wystarczająco dużo, żeby wsiąść do samolotu pierwszej klasy z żonatym mężczyzną. Wiedziała wystarczająco dużo, żeby mieć na twarzy uśmiech kobiety, która wierzy, że coś wygrała. Wiedziała wystarczająco dużo, żeby poprosić inną kobietę o szampana, nie przejmując się, kto będzie sprzątał rozbite szkło.
„Teraz wiesz” – mówisz.
Potem odchodzisz.
Lądowanie w Barcelonie jest gładkie.
Za gładkie.
Prawie tego nienawidzisz.
Część ciebie pragnie turbulencji. Hałasu. Czegoś poza twoim ciałem, co pasowałoby do tego, co dzieje się w nim. Zamiast tego samolot szybuje w bladym porannym świetle i dotyka pasa startowego jak sekret.
Kiedy sygnalizacja zapięcia pasów gaśnie, Ricardo natychmiast wstaje.
Nie pomaga Valerii z torbą.
To pierwsza rzecz, którą zauważa.
Druga to to, że on wciąż próbuje do ciebie dotrzeć wzrokiem, a nie do niej.
„Eleno” – mówi, gdy pasażerowie zaczynają zbierać swoje rzeczy.
Kontynuujesz dziękowanie gościom przy drzwiach.
„Dziękujemy, że z nami lecisz. Miłego pobytu.”
„Eleno, proszę.”
„Dziękujemy, że z nami lecisz.”
Zaciska mu się szczęka.
Przez dziewięć lat był zależny od prywatnego dostępu do ciebie. Rozmowy w kuchni. Przeprosiny w sypialni. Kłótnie w samochodzie. Miejsca, gdzie nikt inny nie słyszał, jak przeinacza rzeczywistość.
Teraz musi stać w kolejce jak każdy inny pasażer.
Valeria wciąga walizkę do przejścia.
„Ricardo” – mówi chłodno. „Idziesz?”
Widzisz, jak uświadamia sobie, że nie może gonić za obiema kobietami naraz.
Po raz pierwszy wybór staje się widoczny.