Nie miałam żadnej obrony.
„Myślałam, że to dobrzy ludzie”.
„Myślałeś, że pieniądze zapewniają bezpieczeństwo”.
„Tak”.
Płakała.
Ja też.
Po tym przestaliśmy się wzajemnie chronić uprzejmością.
Wtedy zaczęło się leczenie.
Nadała dziecku imię Tara.
Gwiazda.
Posadziliśmy dla niej drzewo champa na dziedzińcu.
Żadnych rytuałów wystarczająco wielkich, by ukoić ból.
Tylko ziemia.
Woda.
Mała mosiężna diya w każdy piątek.
Kiedy Ananya zeznawała po raz pierwszy, jej głos drżał tak bardzo, że sędzia zapytał, czy potrzebuje wody.
Prawnik Savity wstał i powiedział: „Proszę pani, była pani zła, bo rodzina pani męża miała wysokie oczekiwania, prawda?”.
Ananya spojrzała na niego.
„Oczekiwania nie zostawiają siniaków”.
Na sali zapadła cisza.