Jej nadgarstek, zanim dotknął twarzy Ananyi.
Przez sekundę Savita Khanna i ja patrzyłyśmy na siebie.
Jej nadgarstek wydawał się cienki w moim uścisku.
Kruchy.
Puściłam ją, bo nie chciałam, żeby ratowanie córki zaczynało się od mojej przemocy.
Ale mój głos się zmienił.
„Nie tkniesz jej więcej”.
W tym momencie brama wjazdowa się otworzyła.
Nie cichym kliknięciem służby.
Z siłą.
Niebieskie światła błysnęły przez zasłony.
Inspektor Leena Sharma weszła z dwoma policjantami, a za nią dr Mehra i dwóch ratowników medycznych.
Savita natychmiast zaczęła płakać.
To było niemal imponujące.
„Inspektorze, dzięki Bogu, że pan przyszedł. Ten człowiek wtargnął do naszego domu i nam grozi. Moja synowa jest niezrównoważona. Próbowaliśmy chronić…”
Inspektor Sharma uniosła rękę.
„Dość”.