Ukończyła kurs projektowania, który porzuciła po ślubie. Następnie zaczęła pracować w schroniskach, przeprojektowując bezpieczne przestrzenie dla kobiet opuszczających domy, w których panowała przemoc.
Powiedziała, że pierwsza zasada zawsze jest taka sama.
Pokój musi mieć drzwi, które kobieta może zamknąć od środka.
Druga zasada: ładowarka do telefonu przy łóżku.
Trzecia: nikt nie nazwie jej dramatyczną.
Trzy lata później otworzyła Tara House.
Dom przejściowy dla kobiet uciekających przed przemocą domową i przymusem reprodukcyjnym.
W dniu otwarcia miała na sobie jasnożółte sari. Jej policzek nie był opuchnięty. Na nadgarstkach miała delikatne blizny, ale już ich nie ukrywała.
Stałam z tyłu, patrząc, jak mówi.
„Mój ojciec przyszedł o 4:03 rano” – powiedziała do tłumu. „Długo myślałam, że mnie uratował. Ale później zrozumiałam coś innego. Uwierzył mi, zanim zrozumiał wszystko. To mnie uratowało”.
Czułam ból w piersi.
Kobieta w pierwszym rzędzie zaczęła płakać.