Słyszałem to słowo już wcześniej.
Od lekarzy, kiedy zmarła moja żona.
Od krewnych, kiedy mówili mi, że wdowiec nie może sam wychować córki.
Od księży, kiedy mówili, że przeznaczenie trzeba zaakceptować.
Ale nigdy nie brzmiało to tak sprośnie.
Ananya chwyciła mnie za ramię.
„Tato, proszę” – wyszeptała. „Nie tutaj”.
Złożyłem papier i schowałem go do kieszeni kurty.
Arjun to zobaczył i spanikował.
„Wujku, to są prywatne informacje medyczne”.
Spojrzałem na niego.