Ananya kontynuowała.
„Kiedy córka dzwoni, nie pytaj, co ludzie powiedzą. Nie pytaj, czy wystarczająco się przystosowała. Nie pytaj, czy małżeństwo da się uratować. Zapytaj, gdzie jest. Potem idź”.
Ludzie stali i klaskali.
Ja nie.
Nie mogłam się ruszyć.
Zdjęcie mojej żony było w mojej kieszeni, przyciśnięte do serca.
Chciałam jej powiedzieć, że nasza dziewczyna stworzyła coś pięknego po najgorszej nocy swojego życia.
Chciałam jej powiedzieć, że drzewo champa zakwitło tego ranka.
Chciałam jej powiedzieć, że w końcu zrozumiałam, że w grzecznych rodzinach mogą kryć się potwory, a przestraszone córki wciąż mogą stać się gromowładne.
Tego wieczoru Ananya i ja wróciliśmy do domu.
W domu pachniało dahlem, kadzidłem i deszczem.
Zwyczajne zapachy.
Błogosławione zapachy.