Stanęła przed drzewem champa i położyła jeden kwiat blisko jego korzeni.
„Za Tarę” – wyszeptała.
Stałem obok niej.
Po chwili zapytała: „Tato?”
„Tak?”
„Czy nadal się obwiniasz?”
Szczera odpowiedź brzmiała: tak.
Każdego dnia.
Za wiarę w Khannas.
Za to, że nie dostrzegasz znaków.
Za to, że mylisz drogie maniery z charakterem.
Za to, że nie słyszysz strachu kryjącego się za słowami „Wszystko w porządku”.
Ale poczucie winy, jak się dowiedziałem, może stać się kolejnym więzieniem, jeśli ozdobisz je miłością.
Więc powiedziałem: „Mniej niż wcześniej”.
Wsunęła swoją dłoń w moją.
„Już cię nie obwiniam”.
Słowo „już” bolało.