„Camille”.
Zatrzymałam się grzecznie.
Schudł.
Za mało, żeby być żałosnym.
Wystarczająco, by pokazać, że opuściła go pewność siebie.
„Słyszałem, że dom na wsi dobrze prosperuje” – powiedział.
„Oddycha się lżej, skoro nikt nie próbował go sprzedać za mniej, niż był wart”.
Przyjął to ze spokojem.
„Zawsze miałeś talent do słów”.
„Nie. Nauczyłem się czytać drobny druk”.
Spuścił na chwilę wzrok.
„Élodie jest chora”.
„Élodie poczuje się lepiej, kiedy przestanie szukać u innych dowodów na swoje istnienie”.
Uśmiechnął się gorzko.
„Jesteś surowy”.
Spojrzałem na niego szczerze.
„Nie, Adrien”. Przez długi czas byłem elastyczny. Dlatego wszyscy myśleliście, że mogę się bez końca uginać.
Nie odpowiedział.