Nie ich chciwość.
Nie ich kłamstwa.
Przeczytałam list dwa razy.
Za trzecim razem płakałam.
Niewiele.
Właśnie tyle, by zapomnieć o dziewczynie, która wierzyła, że bycie kochaną oznacza bycie niezastąpioną.
Kilka miesięcy później zorganizowaliśmy skromny lunch w wiejskim domu.
Nie jakieś wystawne przyjęcie.
Nie jakieś przedstawienie.
Posiłek pod platanami z tymi, którzy wciąż zajmowali uczciwe miejsce w moim życiu.
Była tam moja matka.
Bardziej dyskretna.